Anji Rubik przyznałabym tytuł Superbohaterki za akcję #SEXEDPL. Nie musiała, a jednak postanowiła zawalczyć o rzetelną edukację seksualną w Polsce. Krystynie Lemanowicz – za niezłomność, to ona postawiła się biznesmenowi Henrykowi Stokłosie. Agacie Matejczuk, ultramaratonce – za siłę w nogach, głowie i sercu. Annie Cieplak, pisarce – za pokazanie nam świata dziewczyn z małych miast. Karolinie Piaseckiej – za głos polskich kobiet, które doświadczają przemocy domowej. Marcie Lempart – wiadomo, za parasolki i „czarny protest”. Dorocie Łobodzie – za rodzicielski bunt przeciw reformie edukacji. Aleksandra Krasowska przepisuje od ręki pigułki „dzień po”. Elżbieta Hołoweńko powinna zostać Superbohaterką za znak „Polki niepodległej”, za odzyskiwanie znaczeń. Agata Kołodziejczyk – bo dzięki naukowczyni Polska weszła do międzygwiezdnej międzynarodówki. Tytuł przyznałabym też Beacie Siemieniako, prawniczce – za walkę o prawa lokatorów, a Siksie, artystce – za wykrzyczenie ze sceny wszystkiego, o czym łatwiej milczeć: prawdy o przemocy, gwałcie, seksizmie. Martynie Wojciechowskiej – za zwrócenie uwagi na kobiety na krańcach świata. Marinie Hulii – bo nikt jak ona nie potrafi tak dobrze zająć się czeczeńskimi dziećmi. Wioli Smul – za walkę o Puszczę Białowieską.

16 kobiet, 16 niesamowitych herstorii. O takich bohaterkach przeczytacie tylko w „Wysokich Obcasach”. Zmieniają świat na lepsze. Mają w sobie niezgodę na zastaną rzeczywistość, na sytuację, w której się znalazły, i odwagę, by o tym mówić, działać, zmieniać, naprawiać. Mają pełne ręce roboty.

Nie umiem wskazać jednej Superbohaterki. Dobrze, że nie musiałam tego robić. Kapituła plebiscytu wybrała osobę, która łączy w sobie cechy naszej szesnastki. Poznacie ją już dziś wieczorem.