Siksa jest nominowana do tytułu Superbohaterki "Wysokich Obcasów" 2017.

Zagłosuj na Superbohaterkę 2017 w Plebiscycie czytelników. Uzasadnij swój wybór i wygraj cenne nagrody. Kliknij TUTAJ

Jak się nazywasz?

Siksa. Albo Alex Freiheit, czyli wolność. Gdy byłam dziewczynką, to chciałam mieć fajną ksywkę, wymyślałam różne, ale nikt ich nie używał. Pomyślałam, że teraz będę się nazywać tak, jak chcę.

Dlaczego Siksa?

Siksa to strasznie fajne słowo, z jidysz. Kojarzy mi się z nieprzestrzegającą prawa smarkulą. Znajomi często tak na mnie mówili: siksa to, siksa tamto. Trzymałam ze starszymi osobami, więc zawsze byłam trochę siksą. A na scenie wchodzę w rolę. Staję się dziewczyną superbohaterką, która niektórym może się wydawać głupia, ale tak naprawdę potrafi dokopać. Rozumiem, że Siksa może się nie podobać, ale ta forma jest umyślnie drażniąca.

Siksa to zespół dwuosobowy, ale rozmawiamy tylko we dwie. Kiedy się umawiałyśmy i zapytałam, co z twoim basistą i chłopakiem, to mi napisałaś, że na propozycje wywiadów odpowiada ci tak: „Chłopcy się już nagadali, teraz ty mów”.

Buri stoi za mną murem, mam w nim zawsze oparcie. W ogóle Siksa powstała dzięki temu, że poznałam mojego basistę i się w nim absolutnie zakochałam. Szybko stwierdziłam, że jest osobą, której ufam. Uznałam, że jeśli chcę coś zrobić, to teraz i z nim. Na początku się wykręcał: jaki zespół? On gra tylko na basie. Przekonałam go, że to nieistotne. Ludzie się burzą, że niby nie gramy punku. Sorry, ale teraz tak wygląda punk.

Punk oznacza dla mnie nie tylko pewną estetykę, ale też styl bycia i życia, a nie granie na dwie gitary i perkusję. Hip-hop może być punkowy, moda może być punkowa. To jest dla mnie otwarte pole do wyrażania swojej złości. Bo punk powinien być otwarty – na mniejszości, kobiety.

 

Gdzie zwykle gracie?

W przeróżnych miejscach. W klubach, na squatach, w galeriach sztuki, na festiwalach teatralnych, gramy też na slamach poetyckich. Zdarza się nam występować na festynach w małych miastach. Różnie bywa na takich imprezach. Na jednym podeszły do mnie po występie jakieś dziewczyny i powiedziały, że są raperkami, mają zespół i chciałyby mieć tyle odwagi co ja. A jedna starsza pani zadzwoniła do urzędu miasta i powiedziała, że przeżyła wojnę, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyła.

Mówisz: „Siksa jest narodem, nad który wzlatuje husarka. Nie lubi husarii, poetów narodowych, chłopców z placu Broni”. Występujesz dla kogoś czy przeciwko komuś?

Dla kogoś. Utwierdziły mnie w tym dziewczyny, które zaczęły do mnie pisać i podchodzić po koncertach. Bardzo odważne dziewczyny. Moje teksty są o złym, potwornym traktowaniu kobiet, o tresowaniu małych dziewczynek do roli kobiety, o gwałcie. W niektórych tekstach otwarcie mówiłam o sytuacjach, które mnie spotkały. Miałam chłopaka, który mnie po prostu gwałcił. Te dziewczyny do mnie podchodzą i mówią, że Siksa to dla nich forma terapii, że je otwiera. I opowiadają mi podobne historie. Więc ja wiem, że Siksa jest dla kogoś. Na każdym koncercie widzę ze sceny osobę, o której wiem, że występuję dla niej. Zawsze jest taka osoba.

Ale czasem faktycznie występujemy też przeciwko. Przeciwko seksizmowi, na przykład sceny punkowej. I kilka razy na nasze koncerty przyszli narodowcy coś pokrzyczeć.

Jeśli kobieta, wkładając spódnicę, zaprasza do gwałtu, to ja też zapraszam

Odpowiadasz?

Ośmieszam. Starałam się ich wciągnąć do spektaklu, nawiązywałam kontakt wzrokowy, zaczynałam improwizować. Mam szczęście, że moje piosenki pasują do ich min, więc wchodzą mi w ten spektakl jak w masełko. To są chłopcy, którzy chcą się karmić czyimś strachem. A ja się nie boję. Kiedy wcielam się w postać Siksy, jestem silna, mogę zrobić wszystko. Chciałabym być taką siksą w życiu codziennym, ale nie zawsze mi to wychodzi. Moim marzeniem jest poprowadzić warsztaty z radykalnego reagowania na seksistowskie teksty. Bo to są rzeczy, które tłamszą i odbierają głos. Nie jest łatwo na nie zareagować. A trzeba. Tego się powinno uczyć w szkołach.

Jane Fonda: Byłam gwałcona i molestowana jako dziecko

Śpiewasz rzeczy bardzo osobiste, na przykład: „Tato, Twoi znajomi, którzy grają w tenisa – to nie przeze mnie nie masz z nimi kontaktu, ale przepraszam. Przepraszam też, że zamiast #happyfamily posługuję się hashtagiem mypussybelongstodaddy”.

Opowiadam historie prawdziwe, cytaty z otoczenia. Każdy tekst przeżyłam. Powiem tyle: dzięki tym moim krzykom ze sceny od pewnego czasu wypracowuję z bliskimi nowe relacje. Ostatnio napisałam: „Tato, piszę do Ciebie list. Może ostatni, na pewno pierwszy. Jest sobotnia gorąca noc, a obok on gra na basie”. Ale śpiewałam też: „Pochodzę z małego miasta, bo najlepsze siksy są z prowincji”. I o kuzynie „Agresivie”, który jest narodowcem. To tekst hermetyczny, myślałam, że na koncertach nie pyknie. A okazało się, że każdy ma w rodzinie osobę, której poglądów wygłaszanych przy świątecznym stole się boi.

Napisała do mnie dziewczyna: czy naprawdę wszystko, o czym krzyczę, aż tak mnie drażni. Po chwili sama stwierdziła, że to jednak zbyt autentyczne, by było udawane.

Z czego Siksa powstała?

Z bólu, z buntu. Bo nie miałam już siły się przejmować tym, czy inni mnie zaakceptują, jeśli zacznę robić to, na czym naprawdę mi zależy. Teraz wiem, że mówię także o historiach innych dziewczyn – jestem ich krzykiem, a one dają mi odwagę, by robić to dalej.

Ale ty pewnie pytasz o inspiracje artystyczne. Nie ma jednej konkretnej rzeczy. Jako nastolatka słuchałam Britney Spears i punku. I hip-hopu, bo mam dwóch starszych braci, więc był grany Liroy, Molesta i Peja. Uwielbiam słuchowiska Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. I teatr – jak tylko mam jakieś pieniądze, to idę na spektakl. Czytam dużo literatury dla dziewczynek: „Pieprzyć przyjaciół”, „Śmiała książka dla dziewcząt”, „Jeszcze mnie polubicie” czy „Barbie w świecie gier”. I dużo takiej literatury, którą krytycy chyba nazywają „śmieciową”, książki typu „Bubble gum” czy „Niekochana”. Ale nie oglądam kolorowych gazet. Moja mama mnie do tego zachęca, ale ja do takich gazet nawet nie zerknę, bo nienawidzę wizerunku kobiet, jaki jest tam sprzedawany.

 

Mówisz, że nie tykasz kolorowych gazet, ale śmiejesz się z języka i świata celebryctwa. W jednej piosence pewna znana pani ma problem, bo nie chce nosić koszulki z napisem „Jestem feministką”.

No pewnie, trudno od tego uciec. Nie trzeba otwierać gazet, żeby wiedzieć takie rzeczy. Kiedyś wygrałam nawet slam poetycki tekstem pod tytułem: „Czy czuję się dumna, że posiadłam wiedzę niezbędną, to znaczy, że Selena Gomez jest laską The Weeknda, a ty o tym nawet nie wiedziałeś, poeto”. Czuję się bardzo dumna, posiadam taką wiedzę, obserwuję na Instagramie Małgorzatę Rozenek, która jest perfekcyjną panią domu, i oglądam „Projekt Lady” – co to jest za tresowanie ludzi na żywo! Czasami wkładam w usta celebrytów, a szczególnie celebrytek, słowa o polityce. W jednej piosence Kasia Cichopek, która w rzeczywistości napisała książkę o tym, jak być sexy mamą, narzeka, że wszyscy jej każą rodzić dzieci, a ona ma już dość i chciałaby pomówić o polityce.

Cosby zbywał je pieniędzmi. Słyszały: "Kochanie, lepiej zamknij dziób"

Wykonałam też performance, w którym udawałam Dodę mówiącą o Majdanie. Ale nie o Radku Majdanie, tylko o tym drugim Majdanie: „Nie umiecie zadać królowej odpowiedniego pytania. A przecież to byłby hit, taki tytuł, absolutny hit. Doda na Majdanie. Chwytliwe? Dziękuję”.

Projekt Lady, czyli publiczne upokarzanie kobiet. Program, który przekroczył granice

Śpiewasz: „Dym na Ukrainie, a ja tyję”.

Lubię zestawienie codzienności i cielesności z czymś politycznym. Poza tym po prostu marnujemy ogromną ilość czasu na kult pięknego ciała. Więc krzyczę ze sceny: „Światem rządzą tylko chude, chude” i „Pani tyle myśli o jedzeniu, proszę tyle nie myśleć o jedzeniu, bo panią popkultura wykluczy”. To skupienie na urodzie jest fascynujące. Jak aktor dojrzewa, to wiadomo – jak wino. A aktorki mają przerąbane.

Sama czuję się ze swoim ciałem coraz lepiej. Oglądam je z zaciekawieniem i czekam, jak będzie wyglądało po czterdziestce, pięćdziesiątce. Zamierzam używać go w swojej twórczości na każdym etapie życia, bo brzydzę się tym podnieceniem młodością.

Jak angażujesz się politycznie?

Moje występy są polityczne. Angażuję się, układając piosenki i występując przed ludźmi w dużych i małych miastach, w Polsce i poza nią.

Chodzisz na manifestacje?

Oczywiście. Po raz pierwszy mocno zaangażowałam się politycznie w Turcji. Byłam tam przez pół roku na studiach i pomagałam w organizowaniu wielu protestów. W lipcu poszłam na Łańcuch Światła, protest w obronie sądów, w miejscowości, w której mieszkam. Coś się w Polsce zmienia, jakbyśmy się obudzili. Ale Turcja nauczyła mnie bardziej radykalnego reagowania na problemy, dlatego bliżej mi do „czarnego protestu”, który zresztą współorganizowałam w swoim mieście. Uważam, że kobiety ośmieliły resztę społeczeństwa do pokazania swojej niezgody. To kobiety robią w tym kraju rewolucję.

W jaki sposób to, co robisz, jest zaangażowane?

Udzieliłam kiedyś wywiadu dla zinu punkowego, stwierdziłam, że powiem w nim o wszystkim – problemach z odżywianiem, chłopaku. No i się zaczęło. Zin super, wywiady fajne, tylko czemu Siksa ciągle opowiada o swoich głupich nastoletnich problemach. Właśnie to chyba niektórym punkowcom, tym, którzy zapomnieli, czym jest punk, przeszkadza – wychodzi laska na scenę i mówi, co chce, ma siłę, potrafi porwać publiczność. Bo Siksa mówi o rzeczach niewygodnych.

Nikt nie lubi słuchać o traumie dziewczyn. Seks też jest niewygodnym tematem. A ja krzyczę o sytuacjach, kiedy seks bolał, i usłyszałam, że to musi boleć. Napisz drukowanymi literami: NIE MUSI. To nie jest oczywiste dla wszystkich, więc powtórzę: kiedy jesteś w związku i ktoś cię zmusza – niekoniecznie siłą, przemoc psychiczna też działa – do uprawiania seksu różnymi technikami, to jest gwałt. Jakbym kilka lat temu przeczytała w jakiejś gazecie chociaż jedno takie zdanie, to nie czułabym się tak niepewnie, samotnie i źle. Więc teraz o tym mówię.

Gwałt. Przerwać milczenie. Rozmowa z Zofią Nawrocką

Jak nauczyłaś się obecności na scenie?

Chyba po prostu łatwo wchodzę w role. Mam świadomość tego, jak wyglądam, i to wykorzystuję. Moje stroje są na granicy: trochę sexy, trochę śmietnik. Kiedyś jedna dziewczyna napisała, że gdybym była gruba i brzydka, to nikt by mnie nie słuchał, a jakiś mężczyzna jej odpisał: „Nie, przez to, o czym śpiewa, jest kompletnie aseksualna”. Dokładnie tego chcę. Buduję wizerunek, który jest lolitkowaty, ale coś w nim nie gra. Ma być ci głupio, jeśli pomyślisz o Siksie: „Ej, fajna dupa”.

Masz stały repertuar?

To są raczej sezony. Najpierw był sezon, w którym Siksa dużo mówiła o swoim ciele i bulimii. Drugi sezon to była Siksa przeciwko narodowcom, wcielałam się w rolę różnych ideologów. Teraz jest sezon trzeci. W nim zrozumiałam, że Siksa jest terapią dla mnie, innych dziewczyn i... chłopców. Siksa dorasta, pierwsze utwory były strasznie wulgarne.

To, co usłyszałam na żywo, czyli sezon trzeci, dla wielu nadal będzie bardzo wulgarne.

No pewnie. No bo jak to, dziewczyna się drze i jeszcze mówi brzydkie rzeczy. Chciałabym, żeby dziewczyny były siksami – oczywiście te, które chcą. Żeby było pełno siks, które robią to, na czym im zależy. Dziewczyny są ograniczane przez tyle rzeczy, a ja nie chcę być ograniczana. Kobiety powinny mieć dostęp do rzeczy podstawowych – wolnego wyboru tego, kim chcą być, jakie życie chcą prowadzić, co powinny robić ze swoim ciałem. Więc trzeba walczyć.

Wyśmiewasz komentarz, który kiedyś usłyszała twoja koleżanka, że czkawka jest niekobieca. Z jednej strony się śmiejesz z cech przypisywanych tradycyjnie płciom, a z drugiej – na scenie bawisz się dziewczyńskością: nosisz złote getry i masz brokat na powiekach. Jaki masz stosunek do określania twojej twórczości mianem dziewczyńska?

Mam do tego mieszane uczucia. Dziewczyńska... Wiesz co, jak ktoś się boi powiedzieć, że coś jest feministyczne, to nazywa to dziewczyńskim. Tak mi się wydaje. Ja wolę, jak ludzie nie boją się tego słowa i rzeczy feministyczne nazywają feministycznymi. Siksa jest feministyczna.

To dla mnie takie dziwne, że boimy się słowa „feministka”. Tak, jestem feministką. Przecież feminizm dał kobietom możliwość edukacji, daje możliwość swobody twórczej. Jestem z małego miasta. Gdy organizujemy jakieś wydarzenia kulturalne, to widzę świeżą krew, odważne mówienie o pewnych rzeczach. Wcześniej, w czasach moich rodziców, były tematy, o których mówiło się po cichu, ale my już jesteśmy tym zmęczeni. Kto nam zabrania mówić? No nikt. Najwyżej jest niezgoda spod sceny albo od bliskich. Przyjmuję dużo hejtu, ale on jest przyćmiony wszystkimi dziewczynami, które są ze mną i za mną. I już.

Feministka i kokosowy ryż

co z ciebie za feministka
skoro wszyscy faceci na ciebie lecą
ty się przejmujesz co oni powiedzą
no co?
co z ciebie za kobieta
skoro cię seks nie podnieca
skoro nie dajesz swojemu mężczyźnie
monopolu na swoje ciało
zresztą co to za ciało
nie za grube, niezbyt chude
takie bułkę przez bibułkę
ecie-pecie w galarecie
i tyłek za mały
bo za duży to wcale

Husarka

państwo pozwolą, że teraz
państwu opowiem
historię niebywałą
wyszła wyszła na ulicę
niebieskooka opływowa blondynka
o ustach lilaróż ona wyszła na ulice
ulice zbyt oplute na jej niemal elfickie śródstopie
ulice tego kraju bywają brudne od petów
ja stoję spijam z kieliszka
jej bezcielesny i bezwonny pot
nagle blondynka unosi się
ma na sobie coś
co przypomina mi coś czego
nie mogę określić tego czegoś
więc się upijam
palę trzy papierosy i umieram
a ona chyba dalej idzie
nie? idzie idzie
patrzcie na nią idzie
niebieskooka słowiańska uroda
idzie przez ulice
i unosi się na białoczerwonych piórach
wzbija się do góry i leci
leci leci nad krwisto-biało-czerwoną flagą

(fragmenty tesktów z piosenek Siksy)