Aga Kozak: Naprawdę można przeczytać historię człowieka zapisaną w ciele? Po tym, jak stoi, jak się rusza?

Marzena Barszcz: Również po tym, ale też po pancerzu mięśniowym, który pacjent rozbudował w reakcji na to, czego doświadczył w dzieciństwie. I po wyrazie twarzy, jaki często nieświadomie przyjmuje. Jakość ekspresji, jej ograniczenia pokazują, jakie deficyty i jakie konflikty człowiek niesie przez swoje życie. Czy są świadome? Bo jeśli nie, nie możemy też w ich zmienić, a tym samym przerwać błędnego koła niekorzystnych powtórzeń.

Do ciebie przychodzi się w dresie.

- Można też mieć go na przebranie. Chodzi po prostu o wygodny strój nieograniczający w ruchu. U podstaw praktykowanej przeze mnie bioenergetyki leży przekonanie, że jesteśmy jednością psychofizyczną. Ciało więc też zapraszamy do procesu psychoterapeutycznego. Korzystamy z jego wsparcia diagnostycznie: sprawdzamy, jaka w tym ciele jest zapisana historia, jakie są napięcia i jak wpływają na aktualny stan pacjenta. Leczenie nie tylko odbywa się przez analizę i pracę w relacji terapeutycznej, ale też przez włączanie ciała w proces. Dlatego ważne jest ubranie, w dżinsach trudno jest "puścić brzuch".

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej