Happiness manager (menedżer od szczęścia) - termin funkcjonuje na rynku od kilku lat, a narodził się oczywiście we wspomnianej Dolinie Krzemowej. „Oczywiście”, bo to przecież kolebka start-up’ów, firm nazywanych jednorożcami, które słyną nie tylko z nowatorskich pomysłów na biznes, ale również z nowoczesnych metod powadzenia interesów i polityki kadrowej. To właśnie stamtąd, ku zdziwieniu doświadczonych menedżerów, wzięło się hipsterskie podejście do biznesowego dress code’u i tam też ktoś doszedł do wniosku, że zgrany i szczęśliwy zespół pracuje lepiej, bo bardziej wydajnie.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej